In://Sights

No.7

Temat miesiąca

Świat według super bowl liv

1
MAREK
1
REKLAMY
1 mln
cena 30s spotu
1 mln
amerykanów przed tv

Super Bowl XIV za nami. Sama rozgrywka jest dla mnie równie fascynująca jak mecz Amerykańskiej Ligi Cornhole (tak, ona istnieje!), jednak emitowane reklamy dają interesujący pogląd otaczającego nas świata.

Przewodnim motywem większości byli celebryci. Marki prześcigały się na nazwiska i ilość znanych twarzy. W większości reklam odnieść można było wrażenie, że gwiazdy oraz referencje filmowe zastąpiły kreatywność. Jest jednak jedna marka, dla której ten mariaż wypadł wyjątkowo dobrze – JEEP. Bill Murray ponownie wcielił się w rolę Phila Connorsa z Dnia Świstka, przy okazji idealnie wpasowując się w wszechobecną ostatnio nostalgię do lat 90’. 

Prywatnie, moim faworytem jest jednak Pringles i uwięzieni w reklamie Rick and Morty. Mam nadzieję, że niedawno ogłoszone chipsy o smaku Pickle Rick (część szerszej kolaboracji) trafią także nad Wisłę: 

Jeśli już o filmach i serialach, to kolejna runda wojen streamingowych odbyła się podczas transmisji Super Bowl. Hulu, Disney+, Prime oraz dopiero przygotowujący się do startu Quibi walczyli o uwagę kibiców. Z całego zestawienia najsłabiej wypadło Quibi, któremu nie udało się wyjaśnić, co wyjątkowego szykują za 1.4 mld dolarów pozyskanych od inwestorów. Zastanawiającym była nieobecność Netflixa oraz Apple. Nie zabrakło za to pozostałych technologicznych gigantów. 

Amazon z Google promowali swoich asystentów głosowych. Amazon Echo przy wsparciu Ellen i jej żony Portii, stworzyli lekką i zabawną reklamę, pokazującą jak ludzie radzili sobie niegdyś bez ich asystenta (nie, nie pokazali Polski):

Z dwojga złego, zwyciężył jednak Google, który zamiast kolejnej gwiazdy, dostarczył widzom prawdziwe emocje. Historia starszego mężczyzny, który wykorzystał Asystenta Google do przywołania wspomnień na temat zmarłej żony, wielu zapewne wzruszyła do łez:

Asystenci głosowi byli także bohaterami wspólnej reklamy Budweiser oraz Ubera, którzy zdecydowali się na remake słynnego wassup (90s!) wykonanej przez AI.  

Na ekranie zagościły się także reklamy od Facebook, promującego grupy na FB, z gościnnym udziałem Stallone oraz Chris Rocka, jak i TikTok, który potraktował to jako szansę przedstawienia się nowemu (starszemu) odbiorcy. Obie reklamy ok, jednak bez wyrazu.

Microsoft zaprezentował Surface, poprzez przybliżenie historii Katie Sowers, pierwszej kobiety-trenerki, która poprowadziła drużynę podczas Super Bowl. 

Firma z Seattle jako jedna z nielicznych reklam skutecznie pokazała się jako firma zaangażowana, odpowiedzialna i w IMHO przyćmiła Olay i ich Make Space For Women i wsparciem dla Girls Who Code (zacna idea i bardzo nieudana egzekucja). Druga reklama od P&G także nie zachwyciła. Pomysł zaprezentowania kilku marek w jednej reklamie chociaż ciekawy, nie wypalił. Tide należący do P&G, wsparty przez Charlie z It’s Always Sunny in Philadelphia przeciął się w reklamie z rycerzem z Bud Light, The Masked Singer od Fox oraz bohaterką nadchodzącego filmu Wonder Woman 1984. P&G nie był jedyną marką, która skusiła się na kolaborację kilku brandów w jednej reklamie. Planters uśmiercił Mr. Peanut, a na pogrzebie gościli m. in. Mr. Clean, Kool-Aid Man oraz Oscar Mayer Wienermobile. Sama rezurekcja jako Baby Peanut (próba wykorzystania popularności Baby Yoda) już nie wyszła tak zabawnie. Jedno należy oddać Planters, mimo że nie zawsze pozytywnie, o ich reklamie było wyjątkowo głośno, a otworzenie sklepu z merchem nowej maskotki to z pewnością ciekawy zabieg.

Wśród mocno dyskutowanych (chociaż nie najlepiej ocenionych) są też reklamy Donalda J. Trump oraz Mike Bloomberg. Są to jedyni kandydaci na prezydenta, którzy zdecydowali się na reklamę podczas Super Bowl, tym samym dając sygnał do społeczeństwa kto będzie liczyć się w nadchodzącym wyścigu. Dla Mike Bloomberg, może to stać się samospełniającą się przepowiednią. Na początku stycznia jego poparcie wynosiło ok. 5% – aktualnie jest to już dwucyfrowy wynik. Z kolei Trump miał jasny przekaz do narodu – jeszcze nigdy nie było lepiej, nie było lepiej Afroamerykanom, Latynosom, ani przeciętnemu Smith’owi. 

Reklamy podczas tegorocznego Super Bowl były niczym występ J. Lo. i Shakiry w przerwie. Dużo dobrych chęci, energii, fajerwerków, jednak bez większych zaskoczeń. Nie uraczyliśmy reklamy na poziomie nieśmiertelnej 1984 od Apple ale też nie było spektakularnych wpadek. Marki technologiczne powoli zastępują nieśmiertelne od dziesięcioleci marki FMCG. Zresztą według ostatnich doniesień, Amazon stał się największym reklamodawcą na świecie, strącając P&G z pozycji lidera.

Pepsi czy Snickers odegrały w tym roku drugoplanową rolę. Jedynie Coca-Cola miała jakikolwiek pomysł na kampanię. W zeszłym roku ponad 17 mln osób nie zjawiło się w pracy po Super Bowl i Coca-Cola ze swoim nowym napojem energetycznym postanowiła dopomóc kibicom w poniedziałek rano. Łącząc siły z Amazonem rozdawałą darmowe napoje w 29 miastach i dała możliwość zamówienia Coke Energy przez Alexę.

Drugą, wartą odnotowania zmianą, jest coraz większa ilość firm, które zamiast humorem, próbuje dotrzeć do nas przez emocje. Uśmiech pozwala wywołać pozytywne skojarzenia, przez uczucia, marka może zbudować prawdziwą więź z klientem i być zapamiętana na dłużej.

Prócz wspomnianych Google, czy Microsoft, świetnie wypadła Kia, z Joshem Jacobs, który jako dziecko doświadczył bezdomności i odbył inspirującą rozmowę z młodszym sobą. Budweiser zaprezentował reklamę Typical American, będący hołdem dla codziennych bohaterów, zaś Walmart z United Towns, to swoisty ukłon w stronę lokalnych społeczności. 

A Ty?

Czy wolisz wzruszać, czy rozśmieszać?

Czy wierzysz w siłę celebrytów w reklamie?

Shopping Basket